wtorek, 5 sierpnia 2014

#3 Co jeśli ty nigdy nie znikniesz, a ja nigdy nie zapomnę?

Oczywiście następnego dnia do szkoły nie poszłyśmy no bo jak? Kinga ciągle płacze, a ja nie potrafię na niczym skupić swojej uwagi. Mama będzie zła, ponieważ mam już strasznie dużo godzin opuszczonych i mogę mieć problemy podczas wystawiania ocen, a to już niedługo.. W tym momencie jedyne o czym myślałam to jak powiedzieć o tym wszystkim rodzicom Kingi.. Ona jest tym przerażona i obiecałam jej, że wezmę to na siebie i jakoś delikatnie przekażę tą wiadomość. Nie chodzi o to, że Kinga się boi rodziców, że ją opieprzą czy dadzą jakiś zakaz czy coś w tym stylu (bo za co?) Tak bardzo boi się i o tym powiedzieć ponieważ wie, że jej rodziców nie stać na taki zabieg, a cóż może być gorszego dla rodziców niż nie móc uratować swoje dziecko przed kalectwem. Obiecałam, że pomogę ale co ja sama zdziałam… Tych pieniędzy trzeba naprawdę dużo. W głowie już miałam kilka pomysłów, akcji tylko nie wiem czy Kinga się na nie zgodzi i czy ja będę potrafiła je zrealizować.
Zebrałam się z podłogi bo na niej właśnie spędziłam całą noc i pomaszerowałam do toalety żeby jakoś przygotować się do tej arcy ważnej rozmowy. Jak jej to delikatnie przekazać , tak żeby się nie załamała.. Niezłe wyzwanie.. a psychologiem to ja nigdy dobrym nie byłam.

-Dzień Dobry 
-Ooo, cześć, a wy nie poszłyście do szkoły?
-Kinga nie czuje się najlepiej, a ja nie chciałam jej zostawić.
-Co się jej dzieje? Rozmawiałaś z nią wczoraj?
-Takk..
-Powiedz mi co się stało..
-Właśnie chciałam z panią na ten temat porozmawiać..  Wie pani, że Kinga miała te problemy z kręgosłupem po tym meczu z Olimpią…
-No tak ale mówiła, że już ją nie boli i lekarz też jej nic nie powiedział..
-No właśnie nie do końca tak jest.. Wczoraj dopiero odebrała te wyniki i okazało się, że ma przepuklinę kręgosłupową..  tylko niestety są jeszcze jakieś powikłania i konieczna będzie operacja.
-Boże. Ale jak to operacja?
-Trudno mi pani o tym mówić ale jeżeli ta operacja się nie odbędzie to Kinga prawdopodobnie nie będzie mogła chodzić. – Nic nie powiedziała, a po jej policzkach zaczęły płynąć łzy. – Proszęę niech pani nie płacze.. Wszystko dobrze się skończy! Zdobędziemy pieniądze.. Tym niech się pani nie przejmuje.. Może nie powinnam tego mówić ale musi się Pani wziąć w garść i przede wszystkim pomóc i wspierać Kingę bo ona jest kompletnie załamana, a jeżeli ona nie będzie chciała walczyć to sami niestety nic nie zdziałamy.. – Teraz też nic nie odpowiedziała ale pokiwała głową.

Zostawiłam je same żeby mogły spokojnie porozmawiać, a ja pojechałam do domu, jutro jest mecz i muszę się przygotować no i wytłumaczyć mamie moją nieobecność w szkole.
Wieczorem jeszcze rozmawiałam z Kingą na skypie no i całe szczęście udało mi się ją namówić żeby jechała za mną na mecz, żeby usiadła z dziewczynami na ławce rezerwowych i jeżeli dobrze pójdzie żeby świętowała z nami mistrzostwo bo to w końcu też jej zasługa. Na początku nie chciała się zgodzi i po części ją rozumiem bo sama pewnie też unikałabym kontaktów z ludźmi ale z drugiej strony jeżeli by się nie pojawiła to dopiero by się zaczęło i to na pewno nie było przyjemne, chwili spokoju by nie miała bo wszyscy nagle staliby się jej przyjaciółmi. No także dla świętego spokoju jakoś się zmotywowała.

Podczas meczu bardzo cierpiałyśmy bo mimo iż wiedziałyśmy, że jesteśmy lepsze od przeciwniczek to nie mogłyśmy tego potwierdzić strzelając gola. Wszystkie nasze strzały jakimś magicznym sposobem w ostatniej chwili zmieniały trajektorie lotu lub odbijały się od poprzeczki bądź słupków. Można się było zirytować, a do tego dziewczęta z Warszawy zachowywały się jakby uciekły z wariatkowa tudzież z zoo (dokładniej z klatki dla orangutanów.. Nie mam tutaj zamiaru obrażać zwierząt) Kopały, popychały, ciągły za koszulki, wyzywały ale oczywiście sędzia (z Warszawy) nic nie widział.. Całe szczęście sprawiedliwości stało się zadość i w ’47 doczekałyśmy się upragnionego gola! Piękna akcja drużynowa w której wzięło udział 7(!) dziewczyn została zwieńczona technicznym strzałem pod poprzeczkę, którego bramkarka nie miała szans obronić. Cóż to była za radość bo to właśnie ja wykończyłam tą akcje! Pobiegłam do ławki rezerwowych i oczywiście zadedykowałam tego gola Kindze  – Bez Ciebie to nie byłoby możliwe.. Utonęłam w morzu uścisków, nie da się opisać tych emocji, to było coś niesamowitego!

Po odebraniu wszystkich gratulacji zostałam poproszona o krótki wywiad! Tylko do lokalnej telewizji ale i tak byłam zestresowana bo nigdy wcześniej tego nie robiłam..
-Jakie uczucia towarzyszyły Ci po odgwizdaniu zakończenia meczu?
-To było niesamowite, nie da się opisać tych emocji! To trzeba przeżyć..- spoważniałam bo przypomniała mi się pewna bardzo ważna sprawa. - Korzystając z okazji chciałabym powiedzieć, że dedykuje to zwycięstwo mojej przyjaciółce, która z powodu problemów z kręgosłupem nie mogła dzisiaj z nami zagrać.. Chciałam też powiedzieć, że potrzebujemy pieniędzy aby sfinansować jej operację ponieważ bez niej... bez tej operacji Kinga może usiąść na wózku i już nigdy nie zagrać z nami o mistrzostwo.. Proszęę, błagam wszystkich ludzi którzy w jakikolwiek sposób mogą nam pomóc o niezignorowanie tej wiadomości..

-Ohh, bardzo nam przykro z tego powodu i oczywiście dołączamy się do prośby i trzymamy kciuki aby wszystko się udało! Powodzenia!
-Dziękujemy - wysiliłam się na słaby uśmiech i  odeszłam stamtąd kierując się do szatni.
 Byłam tak blisko ale niestety pech chciał, że musiałam sie natknąć na mojego wspaniałego trenera..

-Nie miałem okazji Ci pogratulować.. Byłaś świetna! Zresztą jak zawsze, Gratuluję.
-Dzięki. - Stał przede mną i ani drgną - Jeżeli nie miałby pan nic przeciwko to chętnie poszłabym do szatni..
-Ach.. No tak - przesunął się trochę w bok ale gdy tylko ruszyłam się z miejsca zaczął otwierać usta. - Byłbym zapomniał! Jedna z dziennikarek jakiegoś radia chciała z Tobą porozmawiać.. - Chyba zrobiłam trochę dziwną minę bo zaczął jeszcze raz - No spotkałem po drodze jakąś sympatyczną panią, która powiedziała żebym Cię do niej zaprowadził bo chce przeprowadzić wywiad.
-No okej, gdzie mam iść?
-Zaprowadzę Cię- Jakoś mi się to specjalnie nie podobało no ale poszłam za nim.
Otworzył przede mną ciężki metalowe drzwi i ruchem ręki pokazał abym weszła do środka. Było strasznie ciemno i trochę mnie to zdziwiło bo myślałam, że ta pani będzie już na mnie czekać no ale zaczęłam szukać pstryczka od światła gdy nagle z hukiem drzwi się zatrzasnęły, podskoczyłam  ze strachu i odwróciłam się żeby zobaczyć co się stało i w tym momencie zapaliło się światło.
-Co Pan robi?! – tylko się żałośnie uśmiechał.. – Otwórz te drzwi natychmiast bo zacznę krzyczeć!
-Krzycz sobie do woli i tak przez te metalowe drzwi nikt Cię nie usłyszy.
-Jesteś nienormalny! Otwieraj je! Rzuciłam się na drzwi ale oczywiście on był silniejszy i złapał mnie w pasie uniemożliwiając jakikolwiek ruch.. Pociągnął mnie w kierunku ściany i przygwoździł do niej ciężarem własnego ciała. Próbowałam się wyrywać ale na nic to się zdało ponieważ po pierwsze był ode mnie dużo większy, a po drugie o wiele silniejszy.. Zaczął gładzić mnie po twarzy wierzchem lewej dłoni co spowodowało u mnie napad mdłości.. myślałam, że zaraz zwymiotuje. I wtedy zaczął mnie całować.. zaczęłam płakać, tak bardzo się bałam.. nie wiedziałam co robić. Ugryzłam go w wargę ale nic sobie z tego nie zrobił.. poczułam jak jego ręka zsuwa się powoli po moich plecach w kierunku pośladków. Zamarłam. Odsunął trochę swoją twarz od mojej i niewiele myśląc uderzyłam go głową prosto w nos, podziałało bo nie czułam już na sobie jego nabrzmiewającego członka ani rąk, które powędrowały do krwawiącego nosa. Wiedziona instynktem nogą odepchnęłam go całkowicie od siebie i kopnęłam z całej siły w brzuch. Zatoczył się do tyłu i uderzył o szafkę z piłkami tracąc przytomność. Biegiem ruszyłam w kierunku drzwi, jak dobrze, że nie jest aż tak inteligentny i zostawił klucze z zamku. Nie obchodziło mnie to czy w ogóle żyje czy nie pobiegłam szybko do szatni po swoje rzeczy. Całe szczęście została w niej już tylko Kinga czekającą na mnie. Jej widok przyniósł mi ulgę, poczułam że nie jestem już sama.
-Boże! Magda co się stało?! – Nic nie odpowiedziałam tylko się jeszcze bardziej rozpłakałam. Przytuliła mnie i kiedy tylko opanowałam szloch powiedziałam żebyśmy już stąd poszły. Wzięła ode mnie kluczyki bo ja w takim stanie nie byłam zdolna do prowadzenia jakiegokolwiek pojazdu. W duchu dziękowałam Kindze, że nie zasypywała mnie milionami pytań ani nie naciskała żebym jej powiedziała co się stało. Nadal nie byłam w stanie poukładać tego wszystkiego w głowie.. Wiedziałam tylko jedno. Dopóki on tam będzie, ja nigdy do klubu nie wrócę.

--------------------------------
Odcinek miał być już ponad tydzień temu ale nadarzyła się okazja na wyjazd wiec nie mogłam jej zmarnować. Ocenę odcinka pozostawiam wam i chce tylko powiedzieć, że już lada odcinek wprowadzę tego "głównego" bohatera :D Na razie nie powiem kto to jest, niech to będzie taka mała niespodzianka :) 
Oczywiście zaległości w czytaniu waszych blogów zaraz nadrobię i jeżeli chcecie podzielić się jakimiś nowymi blogami albo nowym rozdziałem to odsyłam do zakładki "Informacje" albo informujcie tutaj :  http://ask.fm/DV7Guaje 

piątek, 25 lipca 2014

#2 Jeżeli masz choć jednego prawdziwego przyjaciela, masz więcej niż Ci się należy.

Tylko pojawiłam się na boisku od razu posłał mi ten cwaniacki uśmieszek. Jak mnie to zirytowało! Zagotowałam się w środku ale nie dałam tego po sobie poznać tylko obdarzyłam go lekceważącym spojrzeniem. Chyba spodziewał się trochę innej reakcji sądząc po jego dziwnej minie. Uśmiechnęłam się w duchu, że nie okazałam się mięczakiem i w jakiś sposób mu się postawiłam.
Podczas ćwiczeń zachowywał się całkowicie normalnie. Może stwierdził, że jego zachowanie nie robi na mnie żadnego wrażenia i odpuścił? Mam taką nadzieję.  Choć niby już się tą całą sytuacją nie przejmowałam to podczas treningu dawałam z siebie więcej niż mogłam byle tylko mój mózg nie miał czasu na myślenie o niczym co nie jest związane z piłką nożną. Po skończeniu nawet nie poszłam pod prysznic tylko od razu stamtąd uciekłam. Całe szczęście przyjechałam skuterem bo gdybym musiała wracać komunikacja miejską to byłby niezły kwas bo jak to po treningu cała się kleiłam i śmierdziałam.

Ledwo zdążyłam zsiąść z skutera a już odezwał się mój telefon.
-Halo! - nawet nie spojrzałam kto dzwoni.
-Co Ty znowu taka wściekła? Dziś też wybiegłaś z tego treningu jak poparzona, nawet na mnie nie poczekałaś..
-Nie jestem wściekła. Wyszłam szybciej bo nie chciałam się na niego nigdzie natknąć, a Ty też przecież przyjechałaś skuterem więc po co miałam czekać?
-Może po prostu chciałam z Tb pogadać...
-Jutro w szkole będziemy miały dużo czasu na gadanie.
-Więc o tym, że miałaś iść ze mną po wyniki też zapomniałaś..- O Jezu! Naprawdę zapomniałam!
-O kurdee.. Kinga strasznie Cię przepraszam.. Na śmierć zapomniałam! I co z tymi wynikami?
-Nie ważne. Cześć
-Ej! Czekaaj, przepraszam noo..- niestety odpowiedziała mi całkowita cisza.
No kurwa super! Po prostu zajebiście! Obraziła się..
W sumie to się nie dziwię.. Kinga ma problemy z kręgosłupem i to badanie miało wykazać czy konieczny będzie zabieg i czy w ogóle będzie mogła nadal uprawiać piłkę nożną. Ale ze mnie przyjaciółka.. Ona zawsze ma dla mnie czas, zawsze mi pomaga, mogę na nią liczyć w każdej sytuacji a ja co? Raz mnie potrzebowała to nawaliłam! Jak mogłam o tym zapomnieć..
Wysłałam jej chyba z 10 wiadomości, dzwoniłam ale całkowicie mnie ignorowała. Naprawdę strasznie się o nią martwię. Wnioskując po tym jaki miała głos gdy do mnie dzwoniła na pewno nie jest dobrze. Muszę się z nią natychmiast zobaczyć.

-Mamuśś muszę jechać do Kingi..
-Chyba zwariowałaś.. Jest już 20, zanim tam dojedziesz to będzie 20.30 i nie będziesz po nocy na skuterze jeździła. Jeszcze coś Ci się stanie.
-Mamuś ale ja naprawdę muszę z nią teraz porozmawiać..
-Porozmawiać możecie przez telefon albo jutro w szkole.
-Tyle, że Kinga nie odbiera ode mnie telefonu.. Strasznie ją zawiodłam.. Dzisiaj odbierała te wyniki, a ja z nią nie poszłam. Muszę się dowiedzieć czy coś jest nie tak. Zostanę u niej na noc żeby nie wracać skuterem a jutro pójdziemy razem do szkoły.
-No dobra ale nawet nie myślcie o żadnych wagarach!
-Okej, Okej Kocham Cię!
Zabrałam tylko ciuszki na jutro do szkoły no i plecak żeby mama się nie czepiała. Mam tylko nadzieję, ze Kinga wpuści mnie chociaż do domu..

Dzwonię raz, drugi, trzeci.. już myślałam, że nikt mi nie otworzy ale w końcu drzwi się uchyliły i zobaczyłam w nich jak zwykle uśmiechniętą mamę Kingi.
-O, dobry wieczór Madziu. Przepraszam, że musiałaś tyle czekać ale brałam kąpiel, a Kinga odkąd przyjechała z treningu nie wychodzi z pokoju.. A co Ty tu robisz tak późno?
-Dobry wieczór. No właśnie przyjechałam zobaczyć co z Kingą bo nie odbiera moich telefonów ani nie odpisuje na esemesy.
-Co się z nią dzieje? Stało się coś dzisiaj na tym treningu?
-Niee, nic się nie stało. Pewnie Kinga ma gorszy dzień. Zaraz się dowiem o co chodzi- No pięknie Kinga nawet mamie o tym nie powiedziała.
-Okej to Kinga jak już mówiłam jest w swoim pokoju, idź do niej, a ja dokończę kąpiel. – gdy znowu o tym wspomniała oblałam się lekkim rumieńcem. Kurde ale dlaczego? Może głupio mi był, ze przerwałam jej tą kąpiel? No cóż mniejsza o to.

Stanęłam przed drzwiami do jej pokoju zrobiłam dwa wdechy i zapukałam. Nikt się nie odzywał więc postanowiłam wejść bez pozwolenia. Niby zawsze to robię ale dzisiaj wydawało mi się to trochę nieodpowiednie.
-Heej, mogę? – zobaczyłam ja leżącą na łóżku z słuchawkami na uszach. Być może dlatego nie odpowiadała albo po prostu nie chciała. Podeszłam bliżej, chcąc nie chcąc musiała na mnie spojrzeć.
-Co Ty tutaj robisz?
-Przyjechałam pogadać i przeprosić.. Nie chciałam żeby tak wyszło. Martwię się o Ciebie i nie wiem jak mogło mi to wypaść z głowy.. strasznie mi głupio bo Ty zawsze o mnie myślisz a ja.. a ja spieprzyłam.
-Każdemu się mogło zdarzyć. – a więc to nie przeze mnie siedzi tutaj sama, zapłakana..
-Co jest w tych wynikach?- popatrzyła na mnie zaszklonymi oczami i się rozpłakała. Nie muszę chyba nawet pisać, że od razu ją przytuliłam i zaczęłam pocieszać.

Gdy tylko się trochę uspokoiła zapytałam ją jeszcze raz co jej jest.
-Mam przepuklinę kręgosłupową. To niby nic tak poważnego ale w moim przypadku są jakieś powikłania i jeżeli nie poddam się operacji to mogę stracić czucie od pasa w dół.- Znowu się rozpłakała. Przytuliłam ją jeszcze mocniej, a sama nie mogłam w to po prostu uwierzyć.. Wszystko podeszło mi do gardła i też chciałam się rozpłakać ale nie mogłam. Muszę być twarda, motywować ją, a nie jeszcze bardziej dołować. Ten wewnętrzny ból tak ścisnął mi gardło, że nie byłam w stanie nic powiedzieć.. Siedziałyśmy długo w takim uścisku nie odżywając się do siebie. W końcu pierwsza odezwała się Kinga.
-Nie stać mnie na taką operację.- jej ciałem wstrząsnął dreszcz. Z zimna, a może znowu zaczęła płakać. Nie wiedziałam co robić.. Co powiedzieć, jak jej pomóc.
-Już zawsze będę kaleką!- Teraz to się dopiero rozpłakała.. Ja też nie wytrzymałam, starałam się ale nie dałam rady. Jak to moja przyjaciółka ma jeździć na wózku inwalidzkim? Tak po prostu ma zostać pozbawiona wszystkich marzeń? Nie pozwolę na to.
-Proszę Cię, nie poddawaj się na samym wstępie.. Poradzimy sobie z tym! Tylko się nie poddawaj!- znowu zaczęłyśmy płakać. W końcu Kinga usnęła, przykryłam ją kocem, a sama usiadłam na podłodze i płakałam. Jak ja jej pomogę? Bożeee.. Kinga ma tyle planów, marzeń, celów do osiągnięcia. Ma pasję którą chce rozwijać. Ona kocha football, nie można jej tego zabrać!

Pochyliłam się nad nią i powiedziałam – Nigdy Cię nie zostawię i zrobię wszystko, naprawdę wszystko aby Ci pomóc. Musisz w to uwierzyć..

---------------------------------------
Po pierwsze to strasznie przepraszam za takie opóźnienie. Rozdział pojawiłby się już w poniedziałek ale tak się wkurzyłam, że przez 3 dni nie napisałam ani słowa, a mianowicie już prawie skończyłam pisać odcinek, a tu nagle wyłączyli mi prąd. No po prostu myślałam, że umrę! 
Przepraszam też za opóźnienia w czytaniu i komentowaniu waszych blogów.Nie miałam ostatnio wgl czasu na Internet. Obiecuję, że nadrobię to w ten weekend.
Co do odcinka to jest jaki jest, trochę krótki i nie o tym o czym miał być na początku ale już teraz mogę powiedzieć, że przeprawa z trenerem będzie w następnym :) I ten odcinek pojawi się już prawdopodobnie w niedzielę. 
Na koniec chciałabym wam podziękować za te komentarze! Naprawdę bardzo motywujące. Dziekuję :* 
Do następnego :) 

czwartek, 17 lipca 2014

#1 Trener

-Przecież to oczywiste, że jestem dziewczyną! Niezmiennie od 17 lat.. – lubię sobie czasem z lustrem porozmawiać. A niee stop! Lubię sobie czasem mówić do lustra bo cham mi nigdy nie odpowiada.. No to koniec z sucharami, trzeba zwijać się do szkoły.

Przeżyłam 7 lekcji więc teraz czas na najprzyjemniejszą część dnia, a mianowicie trening! Po całym dniu wysłuchiwania – Ej! Która godzina?, - Co teraz mamy?, - Ei, mogę odpisać?. Wiem, że to standard w każdej szkole no ale niektórzy ludzie serio zachowują się tak jakby zapomnieli z domu rozumu wziąć albo przynajmniej telefonu..  true story. No więc czas się odstresować. 
Jak zwykle na trening przybyłam jako pierwsza więc w samotności udałam się do szatni aby jak najszybciej się przebrać i mieć jak najwięcej czasu żeby poćwiczyć triki z piłką.

-No, no Pani Magdalena coraz lepsza! Niedługo sam Neymar będzie mógł się od Pani trików uczyć
-Jak zwykle mnie Pan wystraszył! Dziękuje bardzo za komplementy ale jak na razie poziomem gry nie dorównuje nawet najsłabszym piłkarzom z naszej ligi..
-Niech Pani nie będzie taka surowa dla siebie. Naprawdę ma Pani talent i jak najbardziej go Pani wykorzystuje. – Jak zwykle cegiełka na twarzy, no ale grzecznie podziękowałam za miłe słowa i wróciłam do mojego freestylu z piłką. Pan Wiesław zajmuje się naszym boiskiem i jak zwykle zasypuje mnie komplementami i jak zwykle jest jedynym obserwatorem moich dokonań.


-A Ty jak zwykle pierwsza - przywitał mnie z uśmiechem trener- również się do niego uśmiechnęłam i grzecznie przywitałam.
-No to skoro już tu jesteś to może pomożesz mi rozłożyć tor?
-Oczywiście
Szybko się z tym uwinęliśmy, a w między czasie zebrały się wszystkie dziewczyny i spokojnie mogliśmy zacząć trening. Na początek 4 kółeczka wokół boiska , koordynacyjny tor przeszkód, ćwiczenia w parach, strzały na bramkę i na koniec najlepsze czyli gra. Wychodziło mi wszystko wręcz idealnie jak nigdy. Zwykle jak mi dobrze szło w polu to nie mogłam sobie w bramkę trafić, a dziś strzeliłam 3 bramki w tym jedną naprawdę ładną aż się sama zdziwiłam.
Przed pójściem pod prysznic trener zaczął wygłaszać jedną ze swoich fascynujących przemów.
- Dziewczyny, jak dobrze wiecie już w najbliższą sobotę prawdopodobnie najważniejszy mecz sezonu! Walczymy o mistrza! Jeżeli pokonany Olimpie to zapewnimy sobie zwycięstwo! (…) Musimy pokazać, że jesteśmy najlepsi. Od każdej z was wymagam by dała z sobie 110%! TO JAK! DAMY RADĘ?!
-TAAAAAAAAK! Dokopiemy im! 
Jakiegoś przypadkowego słuchacza mogą śmieszyć takie kazania ale dla nas to jest naprawdę bardzo motywujące.

Czekając aż zwolni się jakiś prysznic poszłam do automatu po jakiegoś batonika żeby mieć wystarczająco energii na powrót do domu.
-Jezzzuu jak ja nienawidzę tego pieprzonego automatu! – Kopnęłam go z całej siły i ku mojemu zdziwieniu jakimś cudem wyleciał mój batonik! A więc jednak przemoc czasami popłaca.
-Ej , Ej co Ci ten biedny automat zrobił, że tak się nad nim znęcasz?
-Poza tym, że nie chciał mi dać mojego batonika to nic. A Trener jak zwykle podchodzi cicho jak kot! Kiedyś zawału przez Pana dostanę.
-Hahaha to postaram się chodzić głośniej bo szkoda by było stracić takiego zawodnika. No właśnie Magda liczę na ciebie w sobotę. Zagraj tak jak dzisiaj na treningu to dziewczyny z tamtej drużyny będą sikały po nogawkach. – Teraz to ja się zaśmiałam.
-To chyba był komplement więc dziękuje.- posłałam mu promienny uśmiech i schyliłam się po resztę, a on klepnął mnie w tyłek! Momentalnie się wyprostowałam i zdziwiona wpatrywałam się w jego twarz, a on tylko posłał mi cwaniacki uśmieszek, puścił oczko i poszedł. Co za frajer! Nie znałam go od tej strony! Wydawał się taki porządny i miał narzeczoną! Fakt jest młody i przystojny no ale to w końcu mój trener, a poza tym nigdy nie wdawałam się w relacje chłopak-dziewczyny bo wiem, że się do tego nie nadaje. Nigdy też nie byłam zakochana i nie wzdychałam do żadnego chłopaka jak większość dziewczyn. W ogóle cała ta miłość, zakochanie itd. to jest kompletnie obcy mi temat dlatego takie zachowanie trenera wywołało u mnie ogromne „wkurwienie” tak, że wściekła poszłam pod prysznic, olałam moją najlepszą kumpele i pojechałam do domu. Na następny trening nawet się nie wybierałam bo kompletnie nie wiedziałam jak miałbym się zachować, nikomu też o tym nie powiedziałam i ogólnie czułam się z tym beznadziejnie. Dopiero następnego dnia w szkole Kinga wzięła mnie na przesłuchanie.
-Co Ci się wczoraj stało? Wybiegłaś z szatni jak poparzona
-Nic się nie stało, jejku wkurzona byłam bo nic mi na treningu nie wychodziło..
-Coo? Na treningu wymiatałaś wiec weź mi tu nie ściemniaj i mów co się stało.
-Serio nic się nie stało!
-Dobra spoko, nie chcesz to nie mów..
-Nie no dobra powiem Ci ale kurde strasznie się tego wstydzę..
-Czego masz się wstydzić? Znam Cie na tyle dobrze, widziałam Cie już w niejednej kompromitującej sytuacji i Ty się mnie jeszcze wstydzisz? Hahaha, weź daj spokój i mów!
-Dobra, dobra nie wiem o jakich sytuacjach mówisz.. I nawet nie próbuj mi ich przypominać! :D No a ta sprawa too chodzi o naszego trenera…
-Noo powiesz to dzisiaj?
-No klepnął mnie w tyłek wczoraj koło automatu..
-Nasz trener?! Nie wierzę.. nie wygląda na takiego podrywacza, a przynajmniej nigdy się z tym nie ujawniał..
-No ja też uważałam go za porządnego kolesia.
-Nie przejmuj się tym to na pewno był jednorazowy wybryk i pewnie Cię dzisiaj przeprosi.
-Tylko, że ja nie idę na trening.
-Bo?
-Bo nie wiem jak mam się zachować, w ogóle trochę krępująca sytuacja nie sądzisz?
-No może i tak ale dziewczynoo! w sobotę mecz, musimy się do niego dobrze przygotować, a Ty jesteś fundamentem drużyny! Musisz iść na ten trening.
-Ale ja się wstydzę! Wiesz dobrze, że ja jestem niedoświadczona i nie mam pojęcia jak się w takich sytuacjach zachować..
-A ja pewnie jestem doświadczona? Jakbyś nie wiedziała to dokładnie tak jak Ty olewam wszystkich chłopaków.
-Hahhaaha no wiem, dobra walić to idę na trening, przecież nie mogę dać mu  tej satysfakcji :D
-No i to mi się podoba!



Na ostatniej lekcji w ogóle nie mogłam się skupić, w brzuchu szalało mi stado rozwścieczonych małp, a jedyne o czym marzyłam to pozbyć się zawartości mojego żołądka. Tak właśnie działa na mnie stres. Panicznie bałam się tego treningu, bałam się jego spojrzeń, bałam się, że coś do mnie powie i nie będzie to dotyczyło piłki nożnej..
-Co tu robić? Co tu robić? - zadawałam sb na okrągło to pytanie w myślach i niestety nie mogłam wymyślić żadnej odpowiedzi. 
Zadzwonił dzwonek sygnalizujący koniec lekcji, a ja zamarłam. Nie byłam w stanie się ruszyć. Dopiero Justyna wybudziła mnie z tego snu i z wielkim entuzjazmem powiedziała, że czas na trening. Zrobiłam tylko jakąś dziwną minę i zaczęłam pakować książki.
W drodze na trening pochłonięta byłam rozmową z dziewczynami i prawie zapomniałam o tym czego tak bardzo się bałam dopiero jak zobaczyłam budynek klubu wszystko wróciło. Nie mogę teraz stchórzyć w końcu nic się takiego nie stało.. 
Na pełnym luzie (no prawiee) wkroczyłam na teren klubu i od razu pobiegłam do szatni żeby tak długo jak to możliwe odwlec spotkanie z trenerem. No ale jak to mówi przysłowie "Co się odwlecze to nie uciecze"

------------------------------

Trochę mi zeszło z tym odcinkiem.. W sumie był już gotowy 2 dni temu ale zastanawiałam się czy wgl go dodać bo jak widać talentu pisarskiego to ja nie mam. No ale w końcu się zdecydowałam i liczę na wasze szczere opinie :) I przepraszam za wszystkie błędy ortograficzne/ językowe itp bo polonistką to ja też chyba nie jestem :D 
Także do następnego! (chyba) 

czwartek, 10 lipca 2014

PROLOG


Tak to jest tą chwila! Już za sekundę spełnią sie moje sny, moje najskrytsze marzenia! Już za chwilę wyjdę na murawę najsłynniejszego stadionu świata, zagram w finale Ligi Mistrzów reprezentując mój ukochany klub! Ze stadionu przebija się do moich uszu muzyka która powoduje dreszcz na moim ciele.. tak to hymn LM! Jestem tam, jestem na Wembley i zaraz dotknę jego murawy! Widzę jak moi koledzy dodają sb nazwanej otuchy ale ja nie potrafię skupić się na ich słowach i przeżywam to wszystko w swoim prywatnym świecie. Nagle coś wybiło mnie z tych rozmyśleń, przed sobą zobaczyłem twarz kolegi z drużyny. Od razu go poznałem to był David Villa. Alee, COO? David? przecież on już odszedł.. nie ma go w Barcelonie.. W tym momencie jakoś nie zwróciłem na to uwagi, a David podszedł, uścisnął mnie i powiedział - wstawaj.. 
- coo?? 
- wstawaaaj..
- ??
- no wstawaj skarbie - zbliżył swoją twarz do mojej i pocałował w policzek..- co, co się dzieje?!
I wtedy właśnie otworzyłam oczy.- trzeba iść do szkoły - zobaczyłam pochylająca się nade mną mamę.Wygramoliłam się z łóżka i dopiero pod prysznicem zrozumiałam, że to wszystko był tylko sen.. A więc wcale nie grałam w finale LM i co najgorsze wcale nie jestem facetem...




A więc jest prolog, zobaczymy co będzie dalej J
Do następnego! 

Informacje

Cześć, mam 17 lat i założyłam tego bloga z powodu wakacyjnej nudy ale mam nadzieję, że uda mi się napisać coś sensownego i chociaż jedna osoba przeczyta moje wypociny :)
Na blogu opisywać będę zarówno swoje życie jak i marzenia i mam nadzieje, że będzie to jako tako wyglądało ;D Mogę zdradzić tyle, że blog będzie dotyczył sportu, a w szczególności piłki nożnej :)
Być może jeszcze dzisiaj dodam prolog, a jeżeli nie zdążę to na pewno pojawi się jutro, no więc do napisania!