Oczywiście
następnego dnia do szkoły nie poszłyśmy no bo jak? Kinga ciągle płacze, a ja
nie potrafię na niczym skupić swojej uwagi. Mama będzie zła, ponieważ mam już
strasznie dużo godzin opuszczonych i mogę mieć problemy podczas wystawiania
ocen, a to już niedługo.. W tym momencie jedyne o czym myślałam to jak
powiedzieć o tym wszystkim rodzicom Kingi.. Ona jest tym przerażona i obiecałam
jej, że wezmę to na siebie i jakoś delikatnie przekażę tą wiadomość. Nie chodzi
o to, że Kinga się boi rodziców, że ją opieprzą czy dadzą jakiś zakaz czy coś w
tym stylu (bo za co?) Tak bardzo boi się i o tym powiedzieć ponieważ wie, że
jej rodziców nie stać na taki zabieg, a cóż może być gorszego dla rodziców niż
nie móc uratować swoje dziecko przed kalectwem. Obiecałam, że pomogę ale co ja
sama zdziałam… Tych pieniędzy trzeba naprawdę dużo. W głowie już miałam kilka
pomysłów, akcji tylko nie wiem czy Kinga się na nie zgodzi i czy ja będę
potrafiła je zrealizować.
Zebrałam się
z podłogi bo na niej właśnie spędziłam całą noc i pomaszerowałam do toalety
żeby jakoś przygotować się do tej arcy ważnej rozmowy. Jak jej to delikatnie
przekazać , tak żeby się nie załamała.. Niezłe wyzwanie.. a psychologiem to ja
nigdy dobrym nie byłam.
-Dzień Dobry
-Ooo, cześć,
a wy nie poszłyście do szkoły?
-Kinga nie
czuje się najlepiej, a ja nie chciałam jej zostawić.
-Co się jej
dzieje? Rozmawiałaś z nią wczoraj?
-Takk..
-Powiedz mi
co się stało..
-Właśnie
chciałam z panią na ten temat porozmawiać..
Wie pani, że Kinga miała te problemy z kręgosłupem po tym meczu z
Olimpią…
-No tak ale
mówiła, że już ją nie boli i lekarz też jej nic nie powiedział..
-No właśnie
nie do końca tak jest.. Wczoraj dopiero odebrała te wyniki i okazało się, że ma
przepuklinę kręgosłupową.. tylko
niestety są jeszcze jakieś powikłania i konieczna będzie operacja.
-Boże. Ale
jak to operacja?
-Trudno mi
pani o tym mówić ale jeżeli ta operacja się nie odbędzie to Kinga
prawdopodobnie nie będzie mogła chodzić. – Nic nie powiedziała, a po jej
policzkach zaczęły płynąć łzy. – Proszęę niech pani nie płacze.. Wszystko
dobrze się skończy! Zdobędziemy pieniądze.. Tym niech się pani nie przejmuje..
Może nie powinnam tego mówić ale musi się Pani wziąć w garść i przede wszystkim
pomóc i wspierać Kingę bo ona jest
kompletnie załamana, a jeżeli ona nie będzie chciała walczyć to sami niestety
nic nie zdziałamy.. – Teraz też nic nie odpowiedziała ale pokiwała głową.
Zostawiłam je
same żeby mogły spokojnie porozmawiać, a ja pojechałam do domu, jutro jest mecz
i muszę się przygotować no i wytłumaczyć mamie moją nieobecność w szkole.
Wieczorem
jeszcze rozmawiałam z Kingą na skypie no i całe szczęście udało mi się ją
namówić żeby jechała za mną na mecz, żeby usiadła z dziewczynami na ławce
rezerwowych i jeżeli dobrze pójdzie żeby świętowała z nami mistrzostwo bo to w
końcu też jej zasługa. Na początku nie chciała się zgodzi i po części ją
rozumiem bo sama pewnie też unikałabym kontaktów z ludźmi ale z drugiej strony
jeżeli by się nie pojawiła to dopiero by się zaczęło i to na pewno nie było
przyjemne, chwili spokoju by nie miała bo wszyscy nagle staliby się jej
przyjaciółmi. No także dla świętego spokoju jakoś się zmotywowała.
Podczas meczu
bardzo cierpiałyśmy bo mimo iż wiedziałyśmy, że jesteśmy lepsze od
przeciwniczek to nie mogłyśmy tego potwierdzić strzelając gola. Wszystkie nasze
strzały jakimś magicznym sposobem w ostatniej chwili zmieniały trajektorie lotu
lub odbijały się od poprzeczki bądź słupków. Można się było zirytować, a do
tego dziewczęta z Warszawy zachowywały się jakby uciekły z wariatkowa tudzież z zoo (dokładniej z klatki dla orangutanów.. Nie mam tutaj zamiaru obrażać
zwierząt) Kopały, popychały, ciągły za koszulki, wyzywały ale oczywiście sędzia
(z Warszawy) nic nie widział.. Całe szczęście sprawiedliwości stało się zadość
i w ’47 doczekałyśmy się upragnionego gola! Piękna akcja drużynowa w której
wzięło udział 7(!) dziewczyn została zwieńczona technicznym strzałem pod
poprzeczkę, którego bramkarka nie miała szans obronić. Cóż to była za radość bo
to właśnie ja wykończyłam tą akcje! Pobiegłam do ławki rezerwowych i oczywiście
zadedykowałam tego gola Kindze – Bez
Ciebie to nie byłoby możliwe.. Utonęłam w morzu uścisków, nie da się opisać
tych emocji, to było coś niesamowitego!
Po odebraniu wszystkich
gratulacji zostałam poproszona o krótki wywiad! Tylko do lokalnej telewizji ale
i tak byłam zestresowana bo nigdy wcześniej tego nie robiłam..
-Jakie uczucia
towarzyszyły Ci po odgwizdaniu zakończenia meczu?
-To było niesamowite,
nie da się opisać tych emocji! To trzeba przeżyć..- spoważniałam bo
przypomniała mi się pewna bardzo ważna sprawa. - Korzystając z okazji
chciałabym powiedzieć, że dedykuje to zwycięstwo mojej przyjaciółce, która z
powodu problemów z kręgosłupem nie mogła dzisiaj z nami zagrać.. Chciałam też
powiedzieć, że potrzebujemy pieniędzy aby sfinansować jej operację ponieważ bez
niej... bez tej operacji Kinga może usiąść na wózku i już nigdy nie zagrać z
nami o mistrzostwo.. Proszęę, błagam wszystkich ludzi którzy w jakikolwiek
sposób mogą nam pomóc o niezignorowanie tej wiadomości..
-Ohh, bardzo nam przykro
z tego powodu i oczywiście dołączamy się do prośby i trzymamy kciuki aby
wszystko się udało! Powodzenia!
-Dziękujemy - wysiliłam
się na słaby uśmiech i odeszłam stamtąd kierując się do szatni.
Byłam tak
blisko ale niestety pech chciał, że musiałam sie natknąć na mojego wspaniałego
trenera..
-Nie miałem okazji Ci
pogratulować.. Byłaś świetna! Zresztą jak zawsze, Gratuluję.
-Dzięki. - Stał przede
mną i ani drgną - Jeżeli nie miałby pan nic przeciwko to chętnie poszłabym do
szatni..
-Ach.. No tak -
przesunął się trochę w bok ale gdy tylko ruszyłam się z miejsca zaczął otwierać
usta. - Byłbym zapomniał! Jedna z dziennikarek jakiegoś radia chciała z Tobą
porozmawiać.. - Chyba zrobiłam trochę dziwną minę bo zaczął jeszcze raz - No
spotkałem po drodze jakąś sympatyczną panią, która powiedziała żebym Cię do
niej zaprowadził bo chce przeprowadzić wywiad.
-No okej, gdzie mam iść?
-Zaprowadzę Cię- Jakoś mi
się to specjalnie nie podobało no ale poszłam za nim.
Otworzył przede mną ciężki
metalowe drzwi i ruchem ręki pokazał abym weszła do środka. Było strasznie
ciemno i trochę mnie to zdziwiło bo myślałam, że ta pani będzie już na mnie czekać
no ale zaczęłam szukać pstryczka od światła gdy nagle z hukiem drzwi się zatrzasnęły,
podskoczyłam ze strachu i odwróciłam się żeby zobaczyć co się stało i w tym momencie zapaliło się światło.
-Co Pan robi?! – tylko się
żałośnie uśmiechał.. – Otwórz te drzwi natychmiast bo zacznę krzyczeć!
-Krzycz sobie do woli i
tak przez te metalowe drzwi nikt Cię nie usłyszy.
-Jesteś nienormalny!
Otwieraj je! Rzuciłam się na drzwi ale oczywiście on był silniejszy i złapał
mnie w pasie uniemożliwiając jakikolwiek ruch.. Pociągnął mnie w kierunku
ściany i przygwoździł do niej ciężarem własnego ciała. Próbowałam się wyrywać
ale na nic to się zdało ponieważ po pierwsze był ode mnie dużo większy, a po
drugie o wiele silniejszy.. Zaczął gładzić mnie po twarzy wierzchem lewej dłoni
co spowodowało u mnie napad mdłości.. myślałam, że zaraz zwymiotuje. I wtedy
zaczął mnie całować.. zaczęłam płakać, tak bardzo się bałam.. nie wiedziałam co
robić. Ugryzłam go w wargę ale nic sobie z tego nie zrobił.. poczułam jak jego
ręka zsuwa się powoli po moich plecach w kierunku pośladków. Zamarłam. Odsunął
trochę swoją twarz od mojej i niewiele myśląc uderzyłam go głową prosto w nos,
podziałało bo nie czułam już na sobie jego nabrzmiewającego członka ani rąk,
które powędrowały do krwawiącego nosa. Wiedziona instynktem nogą odepchnęłam go
całkowicie od siebie i kopnęłam z całej siły w brzuch. Zatoczył się do tyłu i
uderzył o szafkę z piłkami tracąc przytomność. Biegiem ruszyłam w kierunku
drzwi, jak dobrze, że nie jest aż tak inteligentny i zostawił klucze z zamku.
Nie obchodziło mnie to czy w ogóle żyje czy nie pobiegłam szybko do szatni po
swoje rzeczy. Całe szczęście została w niej już tylko Kinga czekającą na mnie.
Jej widok przyniósł mi ulgę, poczułam że nie jestem już sama.
-Boże! Magda co się stało?!
– Nic nie odpowiedziałam tylko się jeszcze bardziej rozpłakałam. Przytuliła
mnie i kiedy tylko opanowałam szloch powiedziałam żebyśmy już stąd poszły.
Wzięła ode mnie kluczyki bo ja w takim stanie nie byłam zdolna do prowadzenia
jakiegokolwiek pojazdu. W duchu dziękowałam Kindze, że nie zasypywała mnie
milionami pytań ani nie naciskała żebym jej powiedziała co się stało. Nadal nie
byłam w stanie poukładać tego wszystkiego w głowie.. Wiedziałam tylko jedno. Dopóki
on tam będzie, ja nigdy do klubu nie wrócę.
--------------------------------
Odcinek miał być już ponad tydzień temu ale nadarzyła się okazja na wyjazd wiec nie mogłam jej zmarnować. Ocenę odcinka pozostawiam wam i chce tylko powiedzieć, że już lada odcinek wprowadzę tego "głównego" bohatera :D Na razie nie powiem kto to jest, niech to będzie taka mała niespodzianka :)
Oczywiście zaległości w czytaniu waszych blogów zaraz nadrobię i jeżeli chcecie podzielić się jakimiś nowymi blogami albo nowym rozdziałem to odsyłam do zakładki "Informacje" albo informujcie tutaj : http://ask.fm/DV7Guaje