wtorek, 5 sierpnia 2014

#3 Co jeśli ty nigdy nie znikniesz, a ja nigdy nie zapomnę?

Oczywiście następnego dnia do szkoły nie poszłyśmy no bo jak? Kinga ciągle płacze, a ja nie potrafię na niczym skupić swojej uwagi. Mama będzie zła, ponieważ mam już strasznie dużo godzin opuszczonych i mogę mieć problemy podczas wystawiania ocen, a to już niedługo.. W tym momencie jedyne o czym myślałam to jak powiedzieć o tym wszystkim rodzicom Kingi.. Ona jest tym przerażona i obiecałam jej, że wezmę to na siebie i jakoś delikatnie przekażę tą wiadomość. Nie chodzi o to, że Kinga się boi rodziców, że ją opieprzą czy dadzą jakiś zakaz czy coś w tym stylu (bo za co?) Tak bardzo boi się i o tym powiedzieć ponieważ wie, że jej rodziców nie stać na taki zabieg, a cóż może być gorszego dla rodziców niż nie móc uratować swoje dziecko przed kalectwem. Obiecałam, że pomogę ale co ja sama zdziałam… Tych pieniędzy trzeba naprawdę dużo. W głowie już miałam kilka pomysłów, akcji tylko nie wiem czy Kinga się na nie zgodzi i czy ja będę potrafiła je zrealizować.
Zebrałam się z podłogi bo na niej właśnie spędziłam całą noc i pomaszerowałam do toalety żeby jakoś przygotować się do tej arcy ważnej rozmowy. Jak jej to delikatnie przekazać , tak żeby się nie załamała.. Niezłe wyzwanie.. a psychologiem to ja nigdy dobrym nie byłam.

-Dzień Dobry 
-Ooo, cześć, a wy nie poszłyście do szkoły?
-Kinga nie czuje się najlepiej, a ja nie chciałam jej zostawić.
-Co się jej dzieje? Rozmawiałaś z nią wczoraj?
-Takk..
-Powiedz mi co się stało..
-Właśnie chciałam z panią na ten temat porozmawiać..  Wie pani, że Kinga miała te problemy z kręgosłupem po tym meczu z Olimpią…
-No tak ale mówiła, że już ją nie boli i lekarz też jej nic nie powiedział..
-No właśnie nie do końca tak jest.. Wczoraj dopiero odebrała te wyniki i okazało się, że ma przepuklinę kręgosłupową..  tylko niestety są jeszcze jakieś powikłania i konieczna będzie operacja.
-Boże. Ale jak to operacja?
-Trudno mi pani o tym mówić ale jeżeli ta operacja się nie odbędzie to Kinga prawdopodobnie nie będzie mogła chodzić. – Nic nie powiedziała, a po jej policzkach zaczęły płynąć łzy. – Proszęę niech pani nie płacze.. Wszystko dobrze się skończy! Zdobędziemy pieniądze.. Tym niech się pani nie przejmuje.. Może nie powinnam tego mówić ale musi się Pani wziąć w garść i przede wszystkim pomóc i wspierać Kingę bo ona jest kompletnie załamana, a jeżeli ona nie będzie chciała walczyć to sami niestety nic nie zdziałamy.. – Teraz też nic nie odpowiedziała ale pokiwała głową.

Zostawiłam je same żeby mogły spokojnie porozmawiać, a ja pojechałam do domu, jutro jest mecz i muszę się przygotować no i wytłumaczyć mamie moją nieobecność w szkole.
Wieczorem jeszcze rozmawiałam z Kingą na skypie no i całe szczęście udało mi się ją namówić żeby jechała za mną na mecz, żeby usiadła z dziewczynami na ławce rezerwowych i jeżeli dobrze pójdzie żeby świętowała z nami mistrzostwo bo to w końcu też jej zasługa. Na początku nie chciała się zgodzi i po części ją rozumiem bo sama pewnie też unikałabym kontaktów z ludźmi ale z drugiej strony jeżeli by się nie pojawiła to dopiero by się zaczęło i to na pewno nie było przyjemne, chwili spokoju by nie miała bo wszyscy nagle staliby się jej przyjaciółmi. No także dla świętego spokoju jakoś się zmotywowała.

Podczas meczu bardzo cierpiałyśmy bo mimo iż wiedziałyśmy, że jesteśmy lepsze od przeciwniczek to nie mogłyśmy tego potwierdzić strzelając gola. Wszystkie nasze strzały jakimś magicznym sposobem w ostatniej chwili zmieniały trajektorie lotu lub odbijały się od poprzeczki bądź słupków. Można się było zirytować, a do tego dziewczęta z Warszawy zachowywały się jakby uciekły z wariatkowa tudzież z zoo (dokładniej z klatki dla orangutanów.. Nie mam tutaj zamiaru obrażać zwierząt) Kopały, popychały, ciągły za koszulki, wyzywały ale oczywiście sędzia (z Warszawy) nic nie widział.. Całe szczęście sprawiedliwości stało się zadość i w ’47 doczekałyśmy się upragnionego gola! Piękna akcja drużynowa w której wzięło udział 7(!) dziewczyn została zwieńczona technicznym strzałem pod poprzeczkę, którego bramkarka nie miała szans obronić. Cóż to była za radość bo to właśnie ja wykończyłam tą akcje! Pobiegłam do ławki rezerwowych i oczywiście zadedykowałam tego gola Kindze  – Bez Ciebie to nie byłoby możliwe.. Utonęłam w morzu uścisków, nie da się opisać tych emocji, to było coś niesamowitego!

Po odebraniu wszystkich gratulacji zostałam poproszona o krótki wywiad! Tylko do lokalnej telewizji ale i tak byłam zestresowana bo nigdy wcześniej tego nie robiłam..
-Jakie uczucia towarzyszyły Ci po odgwizdaniu zakończenia meczu?
-To było niesamowite, nie da się opisać tych emocji! To trzeba przeżyć..- spoważniałam bo przypomniała mi się pewna bardzo ważna sprawa. - Korzystając z okazji chciałabym powiedzieć, że dedykuje to zwycięstwo mojej przyjaciółce, która z powodu problemów z kręgosłupem nie mogła dzisiaj z nami zagrać.. Chciałam też powiedzieć, że potrzebujemy pieniędzy aby sfinansować jej operację ponieważ bez niej... bez tej operacji Kinga może usiąść na wózku i już nigdy nie zagrać z nami o mistrzostwo.. Proszęę, błagam wszystkich ludzi którzy w jakikolwiek sposób mogą nam pomóc o niezignorowanie tej wiadomości..

-Ohh, bardzo nam przykro z tego powodu i oczywiście dołączamy się do prośby i trzymamy kciuki aby wszystko się udało! Powodzenia!
-Dziękujemy - wysiliłam się na słaby uśmiech i  odeszłam stamtąd kierując się do szatni.
 Byłam tak blisko ale niestety pech chciał, że musiałam sie natknąć na mojego wspaniałego trenera..

-Nie miałem okazji Ci pogratulować.. Byłaś świetna! Zresztą jak zawsze, Gratuluję.
-Dzięki. - Stał przede mną i ani drgną - Jeżeli nie miałby pan nic przeciwko to chętnie poszłabym do szatni..
-Ach.. No tak - przesunął się trochę w bok ale gdy tylko ruszyłam się z miejsca zaczął otwierać usta. - Byłbym zapomniał! Jedna z dziennikarek jakiegoś radia chciała z Tobą porozmawiać.. - Chyba zrobiłam trochę dziwną minę bo zaczął jeszcze raz - No spotkałem po drodze jakąś sympatyczną panią, która powiedziała żebym Cię do niej zaprowadził bo chce przeprowadzić wywiad.
-No okej, gdzie mam iść?
-Zaprowadzę Cię- Jakoś mi się to specjalnie nie podobało no ale poszłam za nim.
Otworzył przede mną ciężki metalowe drzwi i ruchem ręki pokazał abym weszła do środka. Było strasznie ciemno i trochę mnie to zdziwiło bo myślałam, że ta pani będzie już na mnie czekać no ale zaczęłam szukać pstryczka od światła gdy nagle z hukiem drzwi się zatrzasnęły, podskoczyłam  ze strachu i odwróciłam się żeby zobaczyć co się stało i w tym momencie zapaliło się światło.
-Co Pan robi?! – tylko się żałośnie uśmiechał.. – Otwórz te drzwi natychmiast bo zacznę krzyczeć!
-Krzycz sobie do woli i tak przez te metalowe drzwi nikt Cię nie usłyszy.
-Jesteś nienormalny! Otwieraj je! Rzuciłam się na drzwi ale oczywiście on był silniejszy i złapał mnie w pasie uniemożliwiając jakikolwiek ruch.. Pociągnął mnie w kierunku ściany i przygwoździł do niej ciężarem własnego ciała. Próbowałam się wyrywać ale na nic to się zdało ponieważ po pierwsze był ode mnie dużo większy, a po drugie o wiele silniejszy.. Zaczął gładzić mnie po twarzy wierzchem lewej dłoni co spowodowało u mnie napad mdłości.. myślałam, że zaraz zwymiotuje. I wtedy zaczął mnie całować.. zaczęłam płakać, tak bardzo się bałam.. nie wiedziałam co robić. Ugryzłam go w wargę ale nic sobie z tego nie zrobił.. poczułam jak jego ręka zsuwa się powoli po moich plecach w kierunku pośladków. Zamarłam. Odsunął trochę swoją twarz od mojej i niewiele myśląc uderzyłam go głową prosto w nos, podziałało bo nie czułam już na sobie jego nabrzmiewającego członka ani rąk, które powędrowały do krwawiącego nosa. Wiedziona instynktem nogą odepchnęłam go całkowicie od siebie i kopnęłam z całej siły w brzuch. Zatoczył się do tyłu i uderzył o szafkę z piłkami tracąc przytomność. Biegiem ruszyłam w kierunku drzwi, jak dobrze, że nie jest aż tak inteligentny i zostawił klucze z zamku. Nie obchodziło mnie to czy w ogóle żyje czy nie pobiegłam szybko do szatni po swoje rzeczy. Całe szczęście została w niej już tylko Kinga czekającą na mnie. Jej widok przyniósł mi ulgę, poczułam że nie jestem już sama.
-Boże! Magda co się stało?! – Nic nie odpowiedziałam tylko się jeszcze bardziej rozpłakałam. Przytuliła mnie i kiedy tylko opanowałam szloch powiedziałam żebyśmy już stąd poszły. Wzięła ode mnie kluczyki bo ja w takim stanie nie byłam zdolna do prowadzenia jakiegokolwiek pojazdu. W duchu dziękowałam Kindze, że nie zasypywała mnie milionami pytań ani nie naciskała żebym jej powiedziała co się stało. Nadal nie byłam w stanie poukładać tego wszystkiego w głowie.. Wiedziałam tylko jedno. Dopóki on tam będzie, ja nigdy do klubu nie wrócę.

--------------------------------
Odcinek miał być już ponad tydzień temu ale nadarzyła się okazja na wyjazd wiec nie mogłam jej zmarnować. Ocenę odcinka pozostawiam wam i chce tylko powiedzieć, że już lada odcinek wprowadzę tego "głównego" bohatera :D Na razie nie powiem kto to jest, niech to będzie taka mała niespodzianka :) 
Oczywiście zaległości w czytaniu waszych blogów zaraz nadrobię i jeżeli chcecie podzielić się jakimiś nowymi blogami albo nowym rozdziałem to odsyłam do zakładki "Informacje" albo informujcie tutaj :  http://ask.fm/DV7Guaje